poniedziałek, 2 czerwca 2014

3 w 1 =^.^==

- Tędy, proszę! - krzyknął strażnik prowadząc gdzieś Suzanne Collins.
      Wrzucił pisarkę do pustego pokoju. Suzanne otrząsnęła się i zauważyła dwie inne osoby - mężczyznę i kobietę. On miał siwawe włosy i okrągłą twarz. Uśmiechał się do Collins ukazując piękne, białe zęby. Ubrany był w czarną koszulę, szary garnitur i kremowe spodnie. Kobieta miała blond włosy do ramion i niebieskie oczy. Siedziała w rogu pokoju na dużym czerwonym krześle. Czarna sukienka falami opływała na kamienną posadzkę.
        Powoli spojrzała na Suzanne.
- Rick - zwróciła się do mężczyzny - nowa.
- Widzę - powoli podszedł do Collins - jestem Rick. Rick Riordan.
- Suzanne Collins - wstała i podała mu rękę.
- A tam siedzi Sarah J Maas.
         Potem siedzieli w zupełnej ciszy.
- Dlaczego tu jesteśmy? - zapytała Suzanne.
- Chcą abyśmy coś napisali - odparła Sarah - co roku wsadzają trzech wybitnych pisarzy do jednego pomieszczenia i każą im napisać wspólną książkę. Ja chciałabym aby wzięła w tym udział moja Celaena Sardothien. 
- Ja wsadzam mitologię - dodałam Rick.
- Głodowe Igrzyska - zakończyła Collins poprawiając brązowe włosy.
        Sarah wstała z krzesła i wzięła z parapetu kartkę i długopis. Pisarze usiedli wokół kartki. Maas napisała na niej:
1. Celaena Sardothien.
2. Mitologia
3. Igrzyska
- Mam pomysł - krzyknęła Suzanne i wyrwała długopis z ręki Sarah.
Celaena Sardothien została wylosowana do 16 Głodowych Igrzysk, lecz były to nietypowe Igrzyska. Ona. Celaena Sardothien córka Ateny musiała przejść grę o śmierć z trybutami-herosami.
- Mnie się podoba - pochwalił Rick.
- Może być - odparła Sarah. 
         I napisali. Trwało to długo. Przez rok, może dwa. Pisarze byli żywieni suchym chlebem i wodą. Kiedy napisali brzmiało to tak:
Celaena Sardothien została zwycieżczynią 16 Głodowych Igrzysk. Córka Ateny został jednak zabita przez prezydenta. 


Suzanne:















Rick:













 Sarah:

        






Przepraszam, że takie krótkie, ale ten temat mi nie podpasował. 
                                                                                 =^.^=

Ogłoszenia parafialne Lolli. Alleluja wam!

Hejka, hejunia, hellou, Holla!
Lolla i ten szpan. JOŁ!
Wcale nie przedłużam posta. 
Więc od początku....
Witajcie!
Tutaj ja - Lolla - i moje ogłoszenia parafialne. Alleluja!
1. Jak widzicie zajęłam się TROCHĘ stroną graficzną naszego bloga...
Miała to zrobić Ula, ale ok.
Ula pewnie coś tam z gimpa zrobi itp itp...
Dlaczego to zrobiłam?
I don't know... Nie no ok...
Smutno było.....
I wcale się smutniej nie zrobiło
Tak pusto to dodałam kolorek I TADAM!
2. Dlaczego nie wrzucam opowiadań?
Proste pytanie - czas.
W weekend nie było mnie w domu, a dzisiaj park linowy, potem bal, wycieczka, koniec roku i tak się wszystko na siebie narzuca  - ehhhh....
3. W sumie nie wiem po co zrobiłam 3, ale ok.
4. AHA PRZYPOMNIAŁAM SOBIE DLACZEGO ZROBIŁAM 3!
5. Nikt wam nie powiedział, że Avery wymyśliła nowy temat na 3 w 1 (http://n-p-t.blogspot.com/2014/05/3-w-1.html).. Tak więc:
"Twoich 3 ulubionych autorów spotkało się w jednym pomieszczeniu. Opisz to wydarzenie".








Tak i to by było chyba pożegnanie...
Pożegnania czas, papapappapapa. Nie lej łez nie warto! Nie lej łez nie warto!
To były ogłoszenia parafialne Lolli i tyle miała to powiedzenia. SIEMA ZIOMY!
Amen.
                                                                                                     =^.^=

czwartek, 22 maja 2014

3 w 1

3 w 1

Razem z Lollą i Avery wymyśliłyśmy ćwiczenie polegające na pisaniu. Niby nic niezwykłego, ale...
  • Co jakiś czas jedna z nas będzie wymyślała temat tego co będziemy pisać (opowiadanie, wiersz... wszystko jest możliwe);
  • Przez tydzień tworzymy;
  • W ustalonym terminie publikujemy nasze dzieła (Lolla; Avery) i następny temat.
Mój temat: Opowiadanie przygodowe, które wstrząśnie czytelnikiem.

 
Po raz pierwszy
Ciemno, wilgotno i zimno. Tak jak co noc.
Kira i Nili tuliły się do siebie, chcąc zatrzymać jak najwięcej ciepła. Nie zamierzały skończyć tak jak tamten chłopak. Wytrzymał pięć dni. Miał może dziewięć lat. Tak jak jego poprzednik, którego zabili, bo nikt nie chciał go kupić. I ta dziewczyna.
Kira drgnęła, gdy usłyszała grzmot.
- Jutro wiozą nas na targ…- Nili patrzyła w ciemność.- Może ktoś nas wybierze…
Milczała. To nie był optymizm, lecz zrezygnowanie. Jednak musiały wierzyć. Jeżeli nikt ich nie kupi to mogą pożegnać się z życiem. Już od trzech tygodni czekają.
Z tą myślą dziewczyna usnęła, słuchając chlupotu wody wpływającej do celi.
*
                Na targu zebrały się tłumy ludzi. Każdy z nich był kolorowo ubrany w zwiewne szaty. Można było rozpoznać tam burdel mamy, kupców, właścicieli kopalni i innych bogaczy. Wszyscy stali w cieniu budynków. Pustynne słońce bywa zabójcze.
                Nili została wprowadzona na scenę.
- Młoda, silna. Dobrze gotuje- handlarz niewolników obrócił się.- Jeszcze mnie nie otruła- nikt się nie zaśmiał. Co najmniej trzech ludzi opuściło plac.- Cena początkowa to dziesięć miedziaków.
- Za tyle to dostanę owcę, z której będę miał więcej pożytku!
Ludzie zachichotali. To była zła zapowiedź.
- Jak na niewolnicę jest ładna. Specjalnie ją oszczędzałem.
- Dam dwa miedziaki!
Jakiś starszy mężczyzna chował swój szyderczy uśmiech w turbanie. Ludzie znali go jako Barin’a- dyrektora tutejszego burdelu.
- Kto da więcej?! Trzy miedziaki?
Cisza. Dwa miedziaki to cena glinianej wazy.
Nili opuściła głowę. Nie chciała myśleć co ją czeka u tego człowieka. Może ją oszczędzi do czasu, aż będzie miała jedenaście lat. Albo zostawi ją dla siebie.
- Nikt?! Dwa i pół miedziaka?- znowu cisza.- Sprzedana! Poproszę pana do wozu po szczegóły…
Czas na Kirę.
Dziewczynę wprowadzono na scenę w worze na głowie.
- Ostrzegam! To propozycja niestandardowa i niecodzienna. Sprzedam… Nieczystą!
Południowe słońce oślepiło niewolnicę. Usłyszała krzyki, a po chwili zobaczyła ludzi czyniących znak, odganiający złe moce.
Twarz dziewczyny pokryta była łuskami, a oczy przybrały smoczy wygląd. Rano mężczyźni dosypali jej do posiłku proszek z liści Adanda, aby zmieniła się. Planowali niezły pokaz.
- Silna! Waleczna! Po odpowiednim szkoleniu, będzie idealną obrończynią!
- A jak się zmieni?! To po wszystkim! Nic nie zostanie!
- Otóż nie!- zaoponował handlarz.- Wystarczy, że zje to!
Czeladnik sprzedawcy niewolników przyniósł niewielkie zioło.
- Przecież to zwykły chwast!
- A ma niezwykłe właściwości! Patrzcie!
Mężczyzna wepchnął Kirze do ust liście. Dziewczynka zakrztusiła się, ale możliwość uduszenia nie była najgorsza.
Między uliczkami poniósł się nieludzki wrzask. Twarz dziewczyny zaczęła krwawić. Łuski odpadały, odrywając skórę. Oczy rozpadały się na kawałki. Dziewczyna upadła, rozrywając swoją twarzy. Siedziała w kałuży krwi, wrzeszcząc jakby żywcem płonęła. Nagle umilkła.
Handlarz niewolników szarpnął Kirę, by wstała.
Nie licząc tego, że jej tunika przesiąkła krwią, a oczy nadal krwawiły, wyglądała jak zwyczajny człowiek.
- Cena początkowa: piętnaście miedziaków!
- Szatany! Wynoście się z naszego miasta!
- Powinniście spłonąć na stosie!
Ludzie coraz bliżej podchodzili krzycząc i wymachując przypadkowymi rzeczami.
Mężczyzna zrzucił dziewczynę ze sceny, sam zaś zaczął uspokajać tłum. Czeladnik handlarza narzucił dziewczynie wór na głowę, po czym wciągnął do wozu. Ostatnie co usłyszała to słowa „Zajmiemy się tym problemem”
*
                Mężczyzna otworzył drzwi, trzaskając nimi o ścianę, po czym wrzucił Kirę do środka.
                - Poczekaj do nocy- odparł z tajemniczym uśmiechem.
                - Kira!- Nili przysunęła się do dziewczyny i ściągnęła jej z głowy wór- Nic ci nie jest?
                Gdy ręce dziewczyny zostały rozwiązane wstała i zaczęła biegać, krzyczeć i uderzać we wszystko co mogła, rozchlapując swoją krew.
                - Przeklinam was!- wrzeszczała w stronę drzwi- Dopadnę was i będę torturować i zabiję was! A potem będziecie smażyć się w piekle! A gdy sama tam trafię będę was torturować przez wieczność! Zrozumiecie jak to jest!
                - Kira!- Nili krzyknęła na cały głos.
                - I tak nas dzisiaj zabiją!
                - Zamknijcie się, albo ja was uciszę!
                Dziewczyna po raz ostatni kopnęła drzwi, po czym usiadła w zacienionym kącie celi. Nili ostrożnie do niej podeszła i usiadła obok. Przytuliła ją.
                - Czemu tu jesteś? Przecież kupił cię ten facet- Kira spytała spokojnie.
                - W wozie obejrzał mnie i stwierdził, że wycofuje się…
                - Dupek- wtrąciła się Kira.
                - Zapłacił pół miedziaka i sobie poszedł- Nili zignorowała komentarz.
                Zapadła niezręczna cisza, która panowała tutaj przez większość czasu.
                Kira wstała. Nili przeraziła się, że znów dostanie ataku szału, ale dziewczyna przyłożyła głowę do drzwi, a gdy upewniła się, że mężczyźni poszli zjeść, podeszła do ściany naprzeciwko. Chwyciła odłamek kamienia i podważyła nim jedną z cegieł. Ta wypadła. W szparze leżał nóż.
                - Co to!…- Kira położyła dłoń na ustach dziewczyny.
                - Nie wiem jak ty, ale ja nie dam się zabić.
*
                Już dawno zapadł zmrok. Gorąco pustyni , zamieniło się w siarczysty mróz.
                Drzwi otworzyły się powoli. Do celi wszedł handlarz niewolników.
                - Jeżeli nie będziecie stawiać oporu zrobię to szybko- oświadczył i wyciągnął sztylet do podcinania gardeł.
                Nili zatrzasnęła drzwi.
- Odłóż broń!- z cienia pod oknem wyłoniła się Kira. Trzymała przed sobą sztylet. Jej ręce trzęsły się. Co chwilę robiło jej się słabo, a przed oczami widziała ciemność. Nie chciała się zmienić. Nie w tej chwili.
- I co?- lekceważył dziewczynę mężczyzna- Co mi zrobisz? Kuchnia jest na drugim końcu obozu.
Dopiero teraz Nili zauważyła, że to nóż kuchenny. Ich plan miał coraz mniejsze szanse powodzenia.
- Jestem Nieczystą! Nawet bez noża mogę cię zabić!
Mężczyzna spoważniał. Wyciągnął bat.
- Już ja was przećwiczę buntowniczki! Odechce wam się protestów!- krzyknął i zaczął zbliżać się do Kiry.
Dziewczyna przerażona przeszyła go nożem, a gdy osunął się na kolana przewróciła go kopnięciem. Zadała pięć pchnięć w brzuch i złamała mu mostek. Nie ruszał się.
- Kira- wyszeptała przerażona Nili.
Lecz dziewczyna jej nie słuchała. Była głodna. Jadła rano, a on leżał pod nią- zdrowy i świeży… Powąchała jego krew. Pachniała lepiej niż cokolwiek co w życiu jadła. Przyjrzała się nożowi. Spływała po nim gęsta, intensywnie czerwona cieczą. Polizała. Z przyjemności zamknęła oczy. Zje go całego. A jego czeladnika zostawi na później. A Nili…
Nili! Czy wszystko z nią w porządku? Kira! Obudź się! Opamiętaj się! Nie jesteś taka!
Dziewczyna rozejrzała się dookoła. Nili kuliła się w kącie spoglądając w jej stronę.
Wstała. Chciała do niej podejść. Wyciągnęła rękę.
- Nie…- pisnęła Nili- Nie… Nie…
Miała go tylko nastraszyć. Najwyżej zranić, ale ona go zabiła. Zabiła.
Dotknęła swojej twarzy. Poczuła łuski. Dużo łusek. Całą jej twarz pokrywały łuski.
- Halin! Co tak długo? Kolacja stygnie…- do celi wszedł czeladnik martwego. Rozejrzał się zdezorientowany. Gdy zobaczył Nili, bez namysłu chwycił bat i zaczął iść w jej stronę.
Kira, nie czekając ani chwili, wybiegła. Wskoczyła na jednego z przywiązanych przed celą koni i ruszyła przed siebie.
Nawet gdy była już daleko, wciąż słyszała krzyk swojej siostry.
W tym opowiadaniu postawiłam na akcję a nie bohaterów.
W pełno wymiarowych książkach pisarze tworzą postać, która ma być kochana przez ludzi. Czytelnik coraz bardziej się do niej przywiązuje, a na koniec okazuje się, że nie jest ona taka jak myśleliśmy lub ginie. To ma targnąć emocjami.
Ja postanowiłam, że przedstawię wstrząsające wydarzenia, ponieważ nie zdążyłabym przyzwyczaić czytelnika do postaci. To co się dzieje ma być okropne, oburzające i straszne. Wręcz nieludzkie. W ten sposób uzyskuję prawie taki sam efekt.
Proszę o ocenę tej krótkiej historii. Przyjmę najgorszą krytykę, ale miłym słowem też nie pogardzę.

;D

niedziela, 18 maja 2014

Łowcy

Początek nowego życia...

Była idealna cisza. Jedyny odgłos, jaki dawał się usłyszeć tej nocy to bębnienie kropel deszczu w dachy wiejskich chatek.
Mała Kira od paru godzin próbowała zasnąć. Jej rodzice wyjechali do miasta Fis, by sprzedać zebrany tego roku plon i mieli wrócić jutro w południe. Sąsiadka, która się nią zajmowała wróciła do swojego domu.
Jednak to nie samotność doskwierała czterolatce. Co tysiąc lat nad królestwem Holan smoki całego świata wędrują do swoich gniazd znajdujących się gdzieś na oceanie. Wędrowni bajarze opowiadali najmłodszym mieszkańcom miasteczka, że stwory zawsze przelatują nad okolicznymi lasami. Dziewczynka pragnęła zobaczyć, chociaż jedną legendarną bestię na żywo, ale bała się wyjść. Mimo lęku spakowała kilka skib chleba, przygotowała lampę oliwną i najcieplejszy ze swoich płaszczy.
Wyglądała za okno. Miała widok na całe miasteczko. Z prawej strony plac ze studnię otaczała gospoda z niewielką stajnią oraz zaimprowizowana arena, a raczej błotniste pole, które zostało odgrodzone od ław i ściętych pni dębów drewnianymi palami przeplatanymi żelaznym drutem. Reszta miasteczka składała się z ośmiu chylących się ku upadkowi domów, takich jak Kiry.
W oddali z lasu wyjechał powóz.
Rozpoznała konia ciągnącego furmankę- stary ogier o jasnokasztanowatej sierści teraz ubłoconej, z którym lubiła się bawić, pokonując wymyślone tory przełajowe, biegł ociężałym kłusem w stronę domu.
To jej rodzice.
Zapomniała o przygotowanych rzeczach i wybiegła na boso w nocnej sukience na dwór.
Jej długie cynamonowe włosy rozwiewał wiatr. Przymykała szare jak stal oczy, by nie dostawała się do nich woda. Szkarłatne usta drgały, desperacko łapiąc powietrze. Biegnąc, rozbryzgiwała błoto, przez co jej skóra z natury w odcieniu porcelanowym przybrała lekko brązowy odcień.
Miała ochotę przytulić się do mamy i taty.
-Za mną!- przeszył ciszę nieludzki ryk.
Kira gwałtownie stanęła, szukając dookoła siebie osoby, która się odezwała. Jednak nikogo nie zobaczyła.
Powóz stanął. Koń zaczął nerwowo stukać kopytami w kamienną drogę.
Na deszcz wyszły dwie osoby: drobna kobieta z kruczoczarnymi włosami splecionymi w gruby warkocz i dobrze zbudowany mężczyzna o rudej potarganej czuprynie.
Biegli w stronę dziewczynki z każdym krokiem coraz szybciej, tak jakby w każdej chwili czterolatka mogła zniknąć.
Kira zrobiła nieśmiały kroczek, następnie kolejny już z większą śmiałością i jeszcze jeden.
Bum!
Przed dziewczynką runął z ogłuszającym trzaskiem jeden z domków. Uderzenie powaliło ją na ziemię.
- Mamo! Tato! - piskliwie krzyknęła czterolatka.
Gdy się uspokoiła, spostrzegła, że to niejedyny dom, jaki leżał na ziemi. Chaty, które jeszcze stały, zajęły się ogniem. Z nieba zniknęły gwiazdy i księżyc przysłonięte ruchliwą, czarną masą. Dookoła latały wielkie, potężne, bestie ziejące ogniem i plujące kwasem.
Jeden z potworów usłyszał małą Kirę. Leciał w jej stronę. Dziewczynka błyskawicznie zerwała się do biegu, lecz stwora to nie zniechęciło. Machnął kilka razy potężnymi skrzydłami, by przyspieszyć. Gdy podleciał wystarczająco blisko, wyciągnął łapy, aby pochwycić dziewczynkę. Po chwili dziecko znalazło się w żelaznym uścisku bestii.
- Ratunku! - wołała, ale na darmo.
Smok, który ją porwał miał ciało pokryte czarnymi, matowymi łuskami. Wyrastające z boków wielkie skrzydła podobne do nietoperzych poruszały się co jakiś czas, wstrząsając masywnym ogonem zakończonym czymś na ich wzór, ale mniejszym. Podłużna o ostrym jakby dziobie głowa, zwieńczona z tyłu wachlarzem kolców skierowana była w stronę lotu. Dwie tylne łapy z pazurami zwisały swobodnie, a przednie trzymały Kirę. Ciało smukłe i wąskie wbrew pozorom było mocno umięśnione. Dość mała bestia w porównaniu do smoka, przy człowieku robiła monstrualne wrażenie.
Dziewczynka straciła poczucie czasu. Pewnie leciała już około godziny. Niedługo miało wzejść słońce. Niebo już robiło się szare. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że najprawdopodobniej umrze w paszczy zwierzęcia, jako śniadanie. Przerażona tą możliwością próbowała wymknąć się porywaczowi, uderzając go w łapy oraz krzycząc, jednak żadna z prób ucieczki się nie udała. Zrezygnowana zwiesiła głowę.
Wylecieli nad polanę. Z lasu, który minęli wyłoniła się postać dosiadająca konia. Zwierzę gnało cwałem w cieniu smoka i niosło nieznajomego. Smok leciał wystarczająco nisko, by jeździec mógł zrealizować swój plan. Mężczyzna spod czarnego płaszcza, pod którym miał kołczan, miecz i inną broń, wydobył strzałę, założył ją na cięciwę ściągniętego z ramiona łuku, naciągnął i wystrzelił. Pocisk przeleciał przez pustą przestrzeń i trafił smoka w szyję, przelatując przez nią na wylot. Bestia wydała z siebie ochrypły ryk i runęła na ziemię.
Nieznajomy zeskoczył z siodła i pobiegł co tchu w stronę dziewczynki, która nadal tkwiła w uścisku potwora. Gdy znalazł się obok bestii, ona niespodziewanie machnęła na oślep tylną łapą, rozrywając twarz bohatera. Mężczyzna nie zważając na ból i cieknącą z polika oraz szyi krew wyciągnął zza pleców lśniący miecz o prostym wyglądzie i wbił głęboko pod łopatkę smoka.
Szybko wyswobodził przerażoną dziewczynkę z przygniatającego ciężaru smoczych łap i przytulił do siebie, brudząc ciepłą krwią. Mówił do milczącej czterolatki uspokajająco:
- Już dobrze. Wszystko będzie dobrze.

Zachęcam do komentowania, ponieważ dopiero (nie traktujcie tego dosłownie, bo już trochę kartek i pamięci na komputerze wypełniłam) zaczynam pisać.

;D

środa, 14 maja 2014

Witam!

Chciałabym Was powitać na blogu "Naznaczone Przez Tolkiena".
Razem z Lollą i Ulą Hohensee będziemy publikować swoje opowiadania, często o fantastycznej tematyce. 
Obiecuję, że zaraz po ogarnięciu strony przez Ulę pojawią się pierwsze opowiadania.
Z poprzednich postów dowiedzieliście się chyba wszystkiego (thank you girls!). 
Pozostaje mi napisać, że moim znakiem rozpoznawczym będzie A. Bo tak. 
     
                                                                                                                    A.

Witajcie!

Z tej strony Ula Hohensee ;D

Witam Was na blogu "Naznaczone przez Tolkiena"!
Razem z Lollą (poprzednie powitanie) i Avery będziemy publikować nasze opowiadania i ich fragmenty. Ja zajmuję się technicznymi sprawami, ale moich historii (osoby niestabilne psychicznie nie powinny ich czytać, hahaha) też nie zabraknie! Osobiście będę pisać co 2-4 tygodnie (patrz: Powitanie =^.^=).
To chyba tyle! Do kolejnego postu!

;D

Powitanie =^.^=

Hejka.
Tutaj Lolla, ale będę podpisywać  =^.^=. Avery i Ula same wymyślą. Będziemy tutaj wrzucać nasze opowiadania. Jesteśmy "amatorkami" - Avery, Ula nie bijcie! - więc nie spodziewajcie się jakiś wspaniałych ksiąg zapisanych wierszem! Bójcie się - =^.^= jak zacznie pisać wiersze to... :)
Najważniejsze słowo - szkoła.
Szkoła zajmuje mnóóóstwo czasu -niestety. Nie codziennie posty będą dodawane, bo czasem brak weny, ale zazwyczaj to.. .szkoła. Zwłaszcza Ula jest straaaasznie zajęta i ma napięty grafik dnia, ale... zajmijmy się mną :)
Postaram się pisać często, ale wiecie... czasem nie wyjdzie :)
Wiecie co jest tu najlepsze? Ja, Ula i Avery mamy całkowicie różny styl pisania, więc zapoznacie się z nimi, podczas czytania naszych wypocin :)
Jest to na razie mój najdłuższy wstęp na bloga, uff... palce mi się zmęczyły.. haha... ŻARTOWAŁAM. Darmowej, brzydkiej reklamy mojego bloga nie zrobię.... (niestety:)) Chyba, że będziecie chcieli.... Dobra, ja już kończę. CZYTAJCIE NAS I PAPA!
                                                                                                                         /=^.^=